Tak naturalnego jak kremy naturalne to chyba nie ma niczego. To one mogą zdziałać cuda a przy tym nie szkodzą nam ani naszej skórze! Najlepiej wykonać je same gdyż są bardzo proste właśnie w wykonaniu. Poniżej kilka propozycji za które podziękuje Ci twoja skóra. Będzie wyglądać pięknie, będzie elastyczna i odpowiednio błyszcząca!

Woda różana

Uwielbiam nie tylko za zapach. Pamiętam, że lata temu trafiłam w Bułgarii na sklep z kosmetykami wyłącznie różanymi i wpadłam w amok. Od tej pory mam ją zawsze, choć używam też innych hydrolatów, o których zaraz. Przede wszystkim jest bardzo łagodna i moja skóra ze skłonnością do buntu nigdy źle na nią nie zareagowała. Ma właściwości tonizujące, redukuje nadmiar sebum, zmniejsza pory i może stanowić bazę dla innych kosmetyków, na przykład maseczek, ale może być też używana tak samo jak woda termalna, a więc do odświeżenia w ciągu dnia – wystarczy przelać ją do butelki z atomizerem. Jest bardzo uniwersalna i dobrze sprawdza się przy każdym rodzaju skóry.

Wiele firm ma w swojej ofercie właśnie wodę różaną. Jest ona praktycznie dostępna w każdej marce. Jednak ta najlepsza będzie bez żadnych dodatków. Lekki zapach róży powinien dać dowód na to że to prawdziwy, odpowiedni produkt.

Olej z nasion wiesiołka

Polskie złoto. Oprócz tego, że zimno tłoczony olej z nasion wiesiołka zawiera dużą ilość nienasyconych kwasów tłuszczowych (czyli tych dobrych), wzmacnia odporność, chroni układ krążenia i warto przyjmować go doustnie, jest też świetnym zamiennikiem dla kremów. Zwłaszcza stosowany na noc, kiedy skóra nie jest obciążona żadnymi innymi kosmetykami, sprawdza się znakomicie jako antyoksydant i strażnik dobrego nawodnienia skóry – rano buzia jest gładka, promienna i miękka jak pupa niemowlaka. Ostatnio miałam okazję przyjrzeć się całemu procesowi produkcji w poznańskim zakładzie produkującym suplementy diety – firmie Gal, którą na pewno znacie z takich właśnie naturalnych produktów. Ciekawostka przyrodnicza – zdarza mi się wprost z kapsułek wyciskać olej na skórę (choć Gal ma także wersję twist-off), bo to bardzo praktyczne zwłaszcza w podróży, kiedy zawartość kosmetyczki ograniczam do minimum, ale teraz już wiem dlaczego warto to robić. I w ogóle nie chodzi o wygodę.

Otóż w laboratorium Gal popytałam trochę o świeżość olejów, bo myślałam, że może jest jakiś tajny sposób na rozpoznanie tego nieświeżego. Wiecie, taki ogólny patent, który wszystkim nam się przyda. No więc nie ma. Poza tym, że robi się gorzki nie istnieją żadne przesłanki, by naocznie stwierdzić jego świeżość lub jej brak. Właśnie dlatego ten zamknięty w kapsułkach jest lepszy od butelkowanego, bo to właśnie one stoją na straży jego świeżości – po prostu każda porcja ma kontakt z powietrzem dopiero po przekłuciu kapsułki.

Olej kokosowy

ale do włosów. Ktoś powie, że olej kokosowy jest drogi. Nie jest, biorąc pod uwagę jego zużycie. Mnie słoik stosowany jako maseczka do włosów wystarcza na blisko rok. I działa. Jak się obijam i przestaję go używać włosy dość szybko robią się suche, mają tendencję do łamania i zaczynam wyglądać jak miotła. Wyraźną poprawę widać już po jednym zastosowaniu. Zwykle zostawiam olej na włosach na noc. Po takiej terapii nie potrzebuję odżywki po myciu – włosy są sprężyste, nie puszą się, są błyszczące i gładkie. Wiem, że pomysł z nakładaniem oleju (jakiegokolwiek) na włosy może się wydawać dziwny, ale to działa lepiej, niż jakakolwiek odżywka, jeśli tylko stosujemy ten zabieg regularnie. W moim wypadku optium to dwa-trzy razy w tygodniu.

Savon noir

Czyli czarne mydło. Wytwarza się je z czarnych oliwek i oleju oliwnego, jest całkowicie naturalne i spokojnie można go używać również u dzieci. Sama pasta może nie wygląda zbyt zachęcająco, ale po zmieszaniu z wodą robi się przyjemną emulsją, która nie tylko myje, ale w połączeniu z rękawicą pelleingującą usuwa martwy naskórek i pobudza skórę do regeneracji. Z powodzeniem zastępuje mi więc wszelkie cukrowe peelingi, nie mówiąc o tych z kawy, które może i fajnie działają, tylko problem polega na tym, że kawy nie wolno wrzucać do kanalizacji, bo zapycha rury, więc nie wiem gdzie miałabym się z takiego peelingu spłukać? Bo wąż ogrodowy raczej nie wchodzi w grę. Ponadto savon noir nie podrażnia, zawiera dużo witaminy E, a więc działa przeciwzmarszczkowo i można je zmieszać z glinką oraz hydrolatem, by otrzymać bardzo skuteczną maseczkę. No, orkiestra, nie kosmetyk!

Glinka

Podobnie jak w przypadku hydrolatów warto wcześniej poczytać i wybrać glinkę odpowiednią dla naszego typu skóry. Natomiast ogólna rada jest taka, by unikać tych, które w składzie zawierają antyzbrylacze, emulgatory czy substancje zapachowe. Najlepsze w glinkach jest to, że są naturalne. Jeśli kupuję w proszku, to do jej rozmieszania używam któregoś hydrolatu lub wody różanej, a w przypadku cery suchej można dodać również olej z wiesiołka lub inny, który nam służy. W przypadku glinki bardzo cenię jej właściwości oczyszczające i ściągające. Oraz to, że jak wychodzę z łazienki z zieloną maseczką na twarzy, to straszę Jacka. Działa. Za. Każdym. Razem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here